Każdy z nas ma tendencje do zakochiwania się ciągle w ten sam sposób. Dziś siedem różnych typów zakochania. W którym najwyraźniej widzisz siebie?

Stadna

Miłość wespół-zespół. Charakterystyczna dla osób niepewnych, nie wierzących w siebie i swoje indywidualne wybory, dlatego zdających się na wybór grupy. To miłość wszystkich dziewczyn w szkole do jednego (najpiękniejszego) chłopaka. Albo miłość kilku kumpli do tej samej piersiastej aktorki z serialu rozgrywającego się cały czas na plaży. Nie chodzi bowiem o obiekt ani o manifestowanie uczuć, tylko o to, że nie wybieramy sami, ale akceptujemy wybór ludzi, których cenimy, lubimy. Raźniej tak w kilka osób, a i pocieszyć, w razie czego, jest komu…

Podszyta przyjaźnią

Oby was taka spotkała. To miłość bez randkowania. Po prostu znacie się, lubicie, łączy was tak wiele spraw, że ciągle (tak jakoś wychodzi) jesteście razem. W swoim towarzystwie czujecie się swobodni, czasem się pocieszacie, czasem razem pójdziecie na film (nie: „do kina”). Od roku wszyscy na kilometr widzą, że macie się ku sobie, ale wy twardo mówicie: „My się tylko przyjaźnimy”. Nawet na dzień przed ślubem jeszcze to powtarzacie. To najfajniejsza z miłości — pokochać na całe życie własnego przyjaciela.

Zła, podła, destrukcyjna

Miłość, która cię zabija. Najsilniejsza ze wszystkich, najbardziej uzależniająca i powodująca największe spustoszenia w psychice. Dlatego tak ją lubimy. Zaspokaja nasze ukryte, nieuświadomione skłonności masochistyczne, demaskuje nasze poglądy, że życie człowieka musi być ciężkie i tragiczne. To miłość, która mówi: „Nie pij — ja cię tak kocham”, „Nie bij — przecież jesteś dla mnie wszystkim”, „Zrób ze mną co chcesz, ale nie odchodź”. Miłość, w imię której porzucisz rodziców, przyjaciół i każdego, kto będzie cię próbował przed nią uratować. Nie ma się co dziwić — w przepaść zawsze spada się samotnie.

Jak Romek i Julka

Czyli na złość wszystkim. Im bardziej wszyscy wam ją odradzają, a już najlepiej zabraniają, tym ty kochasz bardziej. I gdyby tak trwała do śmierci, ta miłość byłaby najtrwalsza ze wszystkich, bo dwoje ludzi złączonych jest wspólnym celem: „My wam pokażemy”. Gorzej, gdy otoczenie skapituluje i w końcu zaakceptuje wasz związek. Wtedy koniec. Bo po co w takim razie wam ta miłość? Znika cały urok partyzanckich, potajemnych spotkań i oszukiwania kogo się da. Odarta z lawirowania, oszukiwania, ukradkowości — po prostu nie istnieje.

Potwierdzająca

„Jesteś nikim, dopóki nie masz dziewczyny”. Mówią ci to wszyscy w każdym piśmie i filmiku. „No więc dobrze, znajdę sobie jakąś. Ej, ty! Chcesz ze mną chodzić?” — tak to mniej więcej przebiega. Najczęściej zdarza się na wakacjach. Na każdym wyjeździe wypada mieć jakąś dziewczynę. Wszystko jedno jaką, byleby pokazać, że jest się mężczyzną. To miłość bez ciepła, zafascynowania, przyszłości i liczenia się z uczuciami drugiej strony. Ale co z tego, skoro dzięki niej wszyscy widzą w chłopaku macho? Warto?

Niemożliwa

Zakochać się we własnym ojczymie, księdzu albo młodym mężu własnej siostry to jest dopiero coś! Ile to się można wtedy nacierpieć! Bo o to właśnie chodzi, żeby było smutno, źle i żeby można sobie było popłakać trzy godzinki każdego dnia. Czy to trudna miłość? Skąd! Tylko głupia, nic więcej Wszystko w niej jest jasne — świat jest podły i niesprawiedliwy, spotkaliśmy się za późno… Cierpienie jest przecież elementem każdego związku, a że w tym wypadku jedynym, to co z tego?

Nieobliczalna

Najwspanialsza na świecie. Spada na ciebie jak grom z jasnego nieba. Nie pytasz o wiek, zasobność rodziców ani gdzie będziecie mieszkać. To przecież wszystko jedno! To twoja druga połowa! Kochasz. Jesteś kochany i wszystko się może zdarzyć. Nie ma problemu jak razem wyglądamy ani co o nas powiedzą ludzie. I zawsze (to najciekawsze) wszyscy tak się wami zachwycają, zazdroszczą (w pozytywnym sensie), że zamiast tracić przyjaciół, jak to zwykle zakochani, macie ich nagle bardzo dużo. Bo wszystkich ciągnie do ludzi szczęśliwych.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak.