Czy znasz kogoś, kto odchudza się począwszy od czwartku? Ja nie. Wszyscy czekamy z rozmaitymi obietnicami do nowego tygodnia, nowego miesiąca, nie mówiąc już o nowym roku!

Ludzie na całym świecie składają sobie obietnice, że tym razem to już na pewno odmienią swoje życie. I niemal wszyscy są pewni, że tym razem to już na pewno musi się udać. Dlaczego więc się nie udaje? I jak to zrobić, żeby się w końcu udało?

Wyrzuć wagę

W składaniu samemu sobie obietnic nie chodzi o to, żeby rzeczywiście przez rok nie tknąć słodyczy czy schudnąć dziesięć kilogramów. Celem składania, a potem dotrzymywania obietnic, jest udowodnienie samemu sobie, że:

  • mam silną wolę
  • umiem zapanować nad swoimi zachciankami
  • chcę nabrać szacunku dla samego siebie
  • chcę samemu sobie coś udowodnić

Nie jest więc najważniejsze, czy rzeczywiście schudniesz, przestaniesz nałogowo grać na komputerze lub obgadywać znajomych, ale to, że spróbujesz zmienić swój charakter, popracujesz nad sobą. Tylko to się liczy.

Co robić, żeby się udało?

  • Składaj wyłącznie obietnice na „tak”. Zobowiąż się raczej, co będziesz robił każdego dnia, niż czego nie będziesz. Nawet gdy zapomnisz, będzie jeszcze szansa nadrobienia (jeszcze w środku nocy możesz zrobić pięćdziesiąt przysiadów)
  • Zadbaj, żeby czas trwania obietnicy był krótki (nawet bardzo krótki). Nie deklaruj roku, lecz tydzień. Musisz patrzeć realnie i zrobić wszystko, żeby zwiększyć szanse na sukces
  • Twardo stąpaj po ziemi, deklaruj tylko rzeczy realne. Jeśli znów ci się nie uda nie sięgnąć po czekoladki, to będziesz tak sfrustrowany i niezadowolony sam z siebie, że pocieszysz się… czekoladą
  • Znajdź sobie cerbera. Wtajemnicz mamę, trenera lub koleżankę – niech cię pilnują. Głupio ci będzie przyznać się otwarcie, że znów nie dałeś rady się opanować. Rozpowiedz komu możesz, że od dziś np. zaczynasz być punktualny. Będzie ci potem tak głupio, że automatycznie zaczniesz przychodzić pięć minut wcześniej
  • Wejdź z kimś w spółkę. Ojciec przestaje palić, a ty pamiętasz o wyprowadzaniu psa. Możesz też założyć się z kimś, że na koniec roku piątka z matmy murowana. I to nie powinien być zakład tylko o przekonanie
  • Koniecznie zaznaczaj w kalendarzu dni uwieńczone sukcesem. Stawiaj krzyżyk lub rysuj serduszko – dowolnie. To bardzo dopinguje, bo zwyczajnie szkoda ci będzie zawalić sprawę. A co gorsza – samemu sobie postawić minus
  • O ile to tylko możliwe, każdy dzień zaczynaj właśnie od wypełnienia zobowiązania. To da ci samozadowolenie i spowoduje, że spojrzysz na siebie innym okiem – jak na człowieka obdarzonego silną wolą, który może góry przenosić

Tak naprawdę nie liczy się, czego konkretnie dotyczy twoje zobowiązanie; ma to wręcz marginalne znaczenie. Najważniejsze, żeby się udało. Wiesz, komu najtrudniej przychodzi dotrzymywanie słowa? Ludziom, którzy sami nie wierzą, że są do tego zdolni. Musisz więc przede wszystkim przekonać siebie, że to dla ciebie pestka – w ten sposób spójrz na sprawę.

A jeśli się nie uda?

To bardzo prawdopodobne, że nie uda ci się dotrzymać wszystkich narzuconych sobie zobowiązań. Jeśli tak się stanie, stanie, będize to oznaczało, że popełniłeś jeden z czterech błędów. Twoje zobowiązanie:

  • było za długie (najczęstszy błąd!)
  • było za mało realne
  • było ich za dużo
  • od razu nie wierzyłeś, że się uda

Musisz spojrzeć na sprawę z dystansem – zmienić warunki swojej obietnicy i zacząć jeszcze raz. Oczywiście nie czekając na nowy tydzień, nowy miesiąc, nie mówiąc już o nowym roku.

Z noworocznymi pozdrowieniami –
Ewa Nowak