Generalnie nie jesteśmy źli. Ot, po prostu czasem lubimy leciutko skręcić z prostej drogi i otrzeć się o świat wykroczeń. Z naszych drobnych grzechów zawsze mamy świetne wytłumaczenia. Nikt się nie przyczepi.

Przegląd łazienki, czyli nikt przecież nie widzi

Wszyscy jesteśmy nauczeni, że u kogoś w mieszkaniu nie wolno szperać po szafkach, zaglądać na półki. Jedyne co wolno, to dyskretnie rozejrzeć się po wnętrzu i bez natarczywego entuzjazmu je pochwalić. Czy to może człowiekowi wystarczyć? Skąd! Dlatego nasze potrzeby niewinnego myszkowania zaspokajamy w zaciszu cudzej łazienki. Gdy zamkniemy już zamek pod klamką — raz-dwa potrzeba fizjologiczna, a potem… nic takiego nie robimy — po prostu zerkniemy, co stoi na półkach, ocenimy, za ile gospodarz kupuje papier toaletowy, wypróbujemy na dłoni ten i jeszcze tamten kremik… Nawet fajny, może ja też taki sobie kupię? Półka w cudzej łazience to bardzo interesujące miejsce. Oczywiście tylko nieliczni zniżają się do poziomu przeglądania pojemnika z brudną bielizną czy dokładniejszej penetracji szafki z detergentami. Nam wystarczy mały przeglądzik łazienkowej półeczki. I najważniejsze, że grzesząc nic złego przecież nie robimy…

Czarna łapa, czyli to tylko żart

Dzieci bardzo fajnie się boją. Robią im się takie duże oczy, wargi zaczynają drgać… a najfajniejsze jest to, że tak łatwo je przestraszyć. Kto ma młodsze rodzeństwo, na pewno wie o czym mowa.
„Kiedy wystawisz nogę za łóżko, czarna łapa zaczyna ją ssać i ssie, ssie tak długo, aż…”. Nas też straszono i co? Żyjemy. Dlatego sami też to robimy. Tu i tam, żartem lub mimochodem prześlemy młodszemu kuzynowi informację, że oczywiście ta szczepionka nie boli, nie… wcale… tylko że ropa leje się z rany przez trzy dni! Trzy dni to dla przedszkolaka wieczność! Można też wspomnieć o szkole, o sadystycznych nauczycielach lub opowiedzieć jak to na koloniach w nocy jedni drugim podkładają żmije do łóżka. Fajnie się torturuje dzieci — przecież to tylko żarty. Tylko.

Znalazłem, czyli przecież to niczyje

Wszystkie przedmioty świata dzielą się na dwie kategorie: moje i nie moje. Właściwie to świat jest pełen bezpańskich przedmiotów. Te przedmioty tym bardziej robią się bezpańskie, im bardziej my je chcemy mieć. Czy szkolne nożyczki są czyjeś? Raczej nie, szczególnie że tak dobrze leżą ci w ręku. Wszyscy brzydzimy się kradzieżą i za pozbawienie nas naszego mienia gotowi jesteśmy zarządzić karę śmierci, ale co komu szkodzi, że z wesela wyniosę łyżeczkę, skoro akurat takiej brakuje w moim komplecie? Nie widzimy nic złego w zabieraniu tu i tam drobnych rzeczy, kubeczków, popielniczek, czasem książki czy biżuterii. Kiedy zaczniemy pracować, mamy nawet moralną podkładkę, żeby coś z pracy wynieść — przy takiej pensji niech nie wymagają ode mnie lojalności! A zresztą… przecież to niczyje!

W supermarkecie, czyli już bez przesady

Przed świętami przydałyby się większe zakupy. Ładujecie się całą rodziną do waszego wysłużonego Forda i pod supermarket. Strasznie męczące te zakupy. Nic dziwnego, że zachciało ci się pić i jeść, i masz ochotę na coś słodkiego. Rodzice systematycznie napełniają wielki wózek, a ty po prostu wypiłeś. No, bez przesady. Przy takich zakupach jeden głupi soczek za złotówkę ich (nie wiadomo zresztą kogo dokładnie) chyba nie zbawi, prawda? Poczęstujesz się brazylijskim, sporym orzechem, zjesz kilka suszonych śliwek i samopoczucie masz bardzo dobre. Większość z nas uważa, że skoro płaci za coś tam, to ma prawo coś innego dostać już za darmo. A jeśli nie dostaje, to sobie weźmie.

Podsłuchiwacze, czyli mogłeś nie mówić tak głośno

Wśród wielu przymiotów ducha, które wpajała nam mamusia jest ten, żeby nigdy nie podsłuchiwać, bo to brzydko. Ale zaraz, zaraz… Co innego zakraść się pod otwarte okno, znieruchomieć i szpiegować, a całkiem co innego po prostu przypadkiem coś usłyszeć. Dwie koleżanki w łazience stoją przed lustrem i wymieniają poglądy na temat trzeciej (niewykluczone, że tą trzecia jesteś ty). Czy po usłyszeniu kilku zdań głośno dasz znać o swojej obecności? Nie! Cichutko, jak trusia, posłuchasz sobie… Jeśli są tak głupie, żeby rozmawiać o takich sprawach w kiblu, to ich problem. Mogły nie mówić tak głośno, prawda?

Człowiek meduza, czyli ja taki już jestem

Prosisz koleżankę na imprezie, by pokroiła makowiec, a ona rozciapcia go, nakruszy i poda makowo-drożdżową breję, której nikt nie dotknie. „Nie najlepiej mi wyszło, taka już jestem, mam zdolności nie-kulinarne”. To po coś się za to brała?! Myślisz, że ty nigdy tak nie robisz? Robisz, bo meduza ze swoimi wyspecjalizowanymi parzydełkami drzemie w każdym z nas. I czasem się budzi. Koleżanka kupiła nowe spodnie. Co jej powiemy? „Fajne spodnie, super, tylko wiesz, one cię trochę poszerzają… Ale nie, nie, i tak w porządku, naprawdę”. I udało się. Odebraliśmy dziewczynie całą radość. Brat przychodzi rozentuzjazmowany do domu i woła, że dostał piątkę z czegoś tam. Co my na to? „Tak, tak, a może najpierw byś ten chlew u siebie sprzątnął”. Nic na to nie poradzimy — tacy już jesteśmy.

Gwiazdy, czyli on przecież sam chciał

Czasem niektórzy ludzie aż się proszą, żeby ich wykorzystywać. Nie, żebyśmy robili to celowo. Nie — oni po prostu sami chcieli. Umówiliście się na siedemnastą, a przecież mówiłaś mu, że wcześniej musisz zajrzeć do biblioteki. Sam chciał spotkać się o siedemnastej, to niech do siebie ma pretensje, że sterczał na deszczu czterdzieści minut. Albo ten — wiem, że jest bez forsy, ale ja też potrzebuję tych korepetycji. Zresztą sam mówił, że tak daleko to on by nie chciał dojeżdżać, to po co miałam mu mówić, że jest jakiś uczeń? Albo ta. Sama się prosiła. Mówiła, że mi może pomóc w fizyce, to dlaczego teraz robi miny jak przychodzę i z innymi przedmiotami? Sama się napraszała, że mi pomoże. To co, wypracowania z polaka za mnie napisać nie może?
Wykorzystujemy ludzi, nie liczymy się z nimi, naszą pychę rozdymamy do granic niepojętości. Czyja to wina? Ich, bo sami przecież chcieli.

Olewacze, czyli inni są jeszcze gorsi

Nasze grzeszki doskonale widać na tym, jak traktujemy nasze zwierzęta. Te nikomu się nie poskarżą. Wręcz przeciwnie: kochają nas wbrew zdrowemu rozsądkowi i dlatego możemy z nimi robić co chcemy. A zresztą, co my niby takiego złego robimy? Po prostu wczoraj bardzo się śpieszyłam i dlatego nie dostał swojej porcji kaszy. Nie umrze jak sobie jeden dzień poczeka. Musi dostać za to, że narobił. Jak mam go inaczej oduczyć? Przecież nie oduczę siebie lenistwa i nie nauczę tego, żeby jednak może trochę częściej go wyprowadzać. Jak czasem dostanie, to tylko będzie bardziej karny. Traktujemy nasze zwierzęta okropnie, głodzimy, lekceważymy, ale w końcu nie jesteśmy tacy źli — inni są znacznie gorsi.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników —
Ewa Nowak.